piątek, 27 kwietnia 2012

' Porozmawiajmy o jedzeniu' Klaudia


z bloga Dusiowa- kuchnia

Zapraszam do kolejnego wywiadu:)

"...Jednak w pewnym momencie blog staje się Twoim osobistym miejscem..."

Dziś dla odmiany możecie poczytać o blogerce z Trójmiasta. Klaudia to osoba wszechstronnie uzdolniona. Oprócz bloga kulinarnego prowadzi także tego (jak sama go nazywa) o swojej twórczości → Dusiowa- twórczość. Jakby tego było mało to Klaudia jest jeszcze świetnym fotografem, który Ciągle rozwija swoją pasję. Skończyła także licencjat z biologii i dąży do bycia Panią magister z tej właśnie dziedziny. Zapraszam do lektury z zapisków mojej rozmowy z kolejną (już trzecią) świetną blogerką.

















Paulina: Klaudio, założyłaś bloga 20.12.2010- dokładnie trzy dni później niż ja swojego. W pierwszym poście piszesz, że chcesz być „dobrą żoną- kucharką” czy to jedyny powód, dzięki któremu takiego bloga założyłaś? Jak myślisz, jak blog może Ci w tym pomóc?

Klaudia: Oczywiście, że to nie jedyny powód, dla którego założyłam bloga. Celem miało być zgromadzenie przepisów, z których skorzystałam-coś na miarę własnej książki kucharskiej. Blog, a w zasadzie komentarze, które zostawiają czytelnicy napędzają do dalszego kucharzenia, dzięki czemu ma się motywację, że warto robić to dalej, a jeśli idzie za tym rozwój w tej dziedzinie to jest to ogromna pomoc.

Paulina: Dusiowa- kuchnia. Skąd taka nazwa? Rozumiem, że to Twój pseudonim. Skąd się wziął?


Klaudia: Tak to pseudonim, który powstał (co pewnie niektórych zdziwi) z mojego imienia Klaudia. Zdrobniale mówiono na mnie Klauduś, a krócej Duś. A że Dusiów w blogosferze jest już troszkę, powstała trochę mniej popularna Dusiowa :)

Paulina: Na blogu piszesz bardzo mało o sobie. Właściwie widzimy tylko (lub aż) piękne zdjęcia i przepis. Jeśli coś więcej to bardzo enigmatycznie. Czemu piszesz tak mało?


Klaudia: Kiedy założyłam bloga postanowiłam, że będzie to blog czysto kulinarny, czyli tylko przepis ze zdjęciem. Jednak w pewnym momencie blog staje się Twoim osobistym miejscem, w które wkładasz trochę pracy, pasji aż w końcu serca, a czytelnicy są ciekawi-kim i skąd jesteś, jak wyglądasz i czym po za kulinarną strefą się zajmujesz. Czasami można przesadzić i tematyka bloga się już zmienia, a ja staram się jednak by pozostała ona czysto kulinarna.

Paulina: Muszę z Ciebie trochę wycisnąć ^^. Klaudio, opowiedz nam coś o sobie. Tak ogólnie.


Klaudia: Dobrze, że nie wyDUŚić :) Dusiowa to prawie 23 letnia pani biolożka, która kontynuuje studia magisterskie na kierunku Biologii. Kocham fotografię, dlatego w torebce staram się mieć zawsze aparat, aby złapać jakiś ciekawy kadr. Kolekcjonuję stare aparaty na kliszę i wykonuję na zlecenie sesje zdjęciowe. Mieszkam nad morzem a kocham góry. Wystarczająco wyciśnięta? :)


 Paulina: Zdecydowanie mamy już jakiś obraz Twojej osoby. Bardzo podoba mi się Twoje gotowanie. Bardzo często w Twoich postach pada słowo „inspiracja”. Powiedz od kogo ją czerpiesz?

Klaudia: Dziękuję. Moją najważniejszą inspiracją jest Mama, która tak wiele mnie nauczyła i mam nadzieję jeszcze nauczy. Lubię przepisy sprawdzone, dlatego często korzystam z przepisów znajdujących się w Internecie. Blogi kulinarne to miejsca, które staram się odwiedzać codziennie. Posiadam też kilka książek kucharskich i od niedawna realizuję zaznaczone w nich pozycje.

Paulina: Które z dań zaprezentowanych na blogu przygotowujesz najczęściej?


Klaudia: Zdecydowanie będą to tosty . Uwielbiam robić je zarówno na śniadanie jak i kolację. W związku z tym, że uwielbiam truskawki i mogę jeść je na okrągło coraz częściej przyrządzam mus truskawkowy .

Paulina: A czy jest jakaś potrawa, która mimo że ujrzała światło Twojego bloga, to przygotowałaś ją tylko raz?


Klaudia: Ze mnie to generalnie uparta kucharka. Nie lubię powtarzać tych samych przepisów po raz drugi, ponieważ nie znoszę monotonii, ale dla bliskich staram się wykonywać ich ulubione dania ponownie. Wiele przepisów z bloga wykonałam (przynajmniej jak na razie) tylko raz jak np. crumble z jabłkami co nie oznacza, że crumble mi nie smakowało:) Po prosto mam ogromną liczbę przepisów zapisanych do wykonania :)

Paulina: Kto najczęściej pomaga zjadać Ci wszystkie te pyszności? Co im smakuje najbardziej?


Klaudia: Najczęściej przygotowuję pyszności dla moich rodziców i Pawła. Każdy z nich uwielbia moją pizzę na cienkim cieście, która znika ze wszystkich dań najszybciej ze stołu. Na drugim miejscu są wszelakie ciasta, każdy ma jakieś swoje ulubione.

Paulina: A co na to wszystko Twój Paweł? Lubi Twoją kuchnię? Co on myśli o Twoim rozwoju jako „żona- kucharka” ?


Klaudia: Jakby mógł nie lubić :) Oczywiście, że lubi moją kuchnię. Na święta w prezencie dostałam od Niego książkę Nigelli Lawson, aby wciąż intensywnie się rozwijać.

Paulina: A odwrotnie... Czy jest coś co przygotował dla Ciebie Paweł?


Klaudia: U Pawła zawsze mogę liczyć na pyszną jajecznicę z cebulą i na boczku. Oboje lubimy tosty francuskie na wytrawnie, więc zdarza się, że takie mi przygotowuje. W wielu daniach, które pojawiły się na blogu był bardzo przydatnym pomocnikiem, o czym wspominałam np. w notce o faworkach.
 

Paulina: Jak traktujesz swojego bloga? Czy ma on być dla Ciebie źródłem przyjemności i nie przejmujesz się niesystematycznością czy uważasz, że skoro go założyłaś to musisz iść do garów nawet jeśli nie masz na to ochoty, bo czytelnicy tego oczekują?

Klaudia: W życiu codziennym staram się być osobą systematyczną, dlatego staram się codziennie lub chociaż co drugi dzień dodać nowy post z przepisem. Jednak nic na siłę, muszę mieć natchnienie albo dobrą motywację, żeby iść do kuchni i coś przygotować.

Paulina: A czy w swojej codziennej kuchni lubisz inspirować się kuchnią krajów świata? Jaką kuchnię cenisz najbardziej i jakie jej aspekty przemycasz w swoim codziennym gotowaniu?


Klaudia: Lubię eksperymentować, dlatego zdarzają mi się inspiracje kuchnią z „innych światów”. Ostatnio na przykład próbowałam kuchni tajskiej. Najbardziej cenię dania smaczne, proste, różnorodne, a zarazem zdrowe, dlatego najbardziej pasuje mi kuchnia śródziemnomorska. Bardzo lubię typowe spaghetti z sosem pomidorowym, wspomnianą wcześniej pizzę a wszystko doprawione aromatycznymi ziołami jak oregano, bazylia czy tymianek.

 
Paulina: No dobrze, ale blogowanie blogowaniem (i gotowanie gotowaniem), ale chyba przyznasz mi rację, że czasem są okazje, aby wyjść do restauracji i zjeść coś co przygotuje dla Ciebie kucharz. Jakie miejsca wtedy wybierasz?


Klaudia: Chyba każda z nas lubi czasem wyjść z swojej kuchni i zjeść coś przygotowanego przez kogoś innego. Najczęściej wychodzę na pizzę, mam jedną ulubioną pizzerię w Sopocie. Jeśli chodzi o restauracje to ciężko mi dogodzić, bo za mięsem nie przepadam, nie lubię pikantnych dań, z ryb lubię tylko kilka pozycji-dlatego wtedy wybieram jakąś wegetariańską. Bardzo lubię za to naleśniki i często je zamawiam.

Paulina: Może zdradzisz nam swoje plany dotyczące Twojej kuchni i Twojego bloga na najbliższe kilka tygodni/ miesięcy?


Klaudia: W maju będę gospodynią Weekendowej Cukierni w akcji przeprowadzanej na Durszlaku i serdecznie zapraszam Was do skorzystania z mojego przepisu i dodaniu go do akcji. Na pewno pojawią się nowe recenzje produktów, które będę testować. W sklepach pojawią się moje ukochane truskawki, więc pewnie będzie dużo przepisów właśnie z tymi owocami.

Paulina: Ok, Klaudio nie męczę Cię już pytaniami. Dziękuję Ci bardzo za rozmowę i poświęcony czas. Może Ty masz jakieś pytania do mnie?


Klaudia: A mam pytanie :) Czy skorzystałaś z jakiegoś mojego przepisu jeśli tak to jakiego, a jeśli nie to czy masz w planach coś wypróbować :) 


Paulina: Jeszcze mi się nie zdarzyło, ale na pewno nadrobię te braki ;) 

Klaudia: Dziękuję serdecznie za przeprowadzenie wywiadu :
*





Paulina: Przyjemność po mojej stronie^^

PrzepisoTeka na Facebook'u

 Post jest częścią cyklu 'Pozmawiajmy o jedzeniu'. Więcej wywiadów możesz poczytać tutaj


 Wyjątkowo proszę Was o komentarze. Piszcie co myślicie o takim cyklu i konkretnej rozmowie. Bardzo mi na tym zależy, gdyż robię to dla Was. Jeśli będą czytelnicy to ten dział mojego bloga będzie się rozwijał.

środa, 25 kwietnia 2012

Wieprzowina marynowana w earl gray po chińsku

Tak właściwie to nie jestem przekonana co do chińskiego rodowodu tej potrawy. Z tego co wiem Earl Gray nie był herbatą pijaną w Kraju Środka . Więc może inaczej. Jest to potrawa mojego autorstwa wymyślona na potrzeby konkursu Irving. Na moim blogu możecie znaleźć inną chińszczyznę, która bardzo mi smakowała. Więc myśli jakoś same się nakierowały. Poza tym od jakiegoś czasu mam zapisany przepis na Mrówki wspinające się na drzewo. Zaskoczeniem był dla mnie pomysł na marynowanie mięsa mielonego w czymkolwiek. Ale w sumie to czemu nie? Miałam jeszcze wahania co do samej herbaty. Nie wiedziałam czy wybrać zieloną, bardziej chińską czy właśnie earl gray. I nie potrafię odpowiedzieć na pytanie czemu wybrałam earl gray. Z wyboru jestem zadowolona, bo napar dał potrawie na prawdę wyjątkowy zapach i smak. Zapraszam do dalszej lektury przepisu i zdjęć. Może ktoś się skusi na przygotowanie tego dania u siebie?










































Czego potrzeba? :

  • 360 g makaronu noodle
  • 500 g mielonej wieprzowiny (np. z łopatki)
  • 4 torebki herbaty Earl Gray marki Irving
  • 400 ml wrzątku
  • 4 łyżki sosu sojowego
  • 2 łyżki octu winnego
  • 3 żółte papryki
  • 2 marchewki
  • 6 cebulek dymek wraz ze szczypiorkiem
  • 2 ząbki czosnku
  • sól, pieprz cayenne
  • olej










































I co dalej?:

Zaparzamy 4 torebki herbaty w 400 ml wrzątku.


 Dodajemy sos sojowy i ocet winny. W przygotowanym naparze marynujemy mięso mielone przez kilka godzin (minimum 1 godzina). Dymkę ze szczypiorkiem kroimy w plastry, paprykę w długie i cienkie paski, a marchew w zapałki. Makaron przygotowujemy wg. przepisu na opakowaniu. Najlepiej w garnku. Na patelni rozgrzewamy niewielką ilość oleju i podsmażamy na nim przeciśnięty przez praskę czosnek. Wszystkie warzywa podsmażamy na patelni. Smażymy krótko, cały czas mieszając (podrzucając do góry), aż papryka będzie lekko miękka, ale ciągle chrupiąca. Przekładamy je do miseczki. Na tej samej patelni podsmażamy mięso mielone z marynatą do czasu, aż marynata wyparuje. Następnie doprawiamy mięso solą i pieprzem cayenne. Kiedy mięso będzie już podsmażone dodajemy ponownie warzywa do patelni z mięsem cały czas mieszając, aby się wszystko dokładnie połączyło. Po chwili zawartość patelni mieszamy z makaronem.

Proponuję podawać ciepłe. Można polać sosem słodko- kwaśnym.











































Serwetki kupiłam podczas aktualnego tygodnia z kuchnią azjatycką w moim sklepie (nie mam na myśli sklepu na literę L.). Najchętniej kupiłabym zwykłe białe z czarnymi chińskimi literami zajmującymi całą powierzchnię serwetki, ale przeważanie jest tak, że tych najprostszych rzeczy nie uświadczysz. Wiec gdyby ktoś takie miał to chętnie powymieniam się na serwetki.



























Tak jak powiedziałam... Nie mam pewności co do chińskiego rodowodu tej potrawy. Za to miseczki proso z Chin!











































+ Akcja:


PrzepisoTeka na Facebook'u

P.S. Zgadnijcie kto będzie kolejnym bohaterem cyklu: Porozmawiajmy o jedzeniu

wtorek, 24 kwietnia 2012

Pasta twarożkowo- kurczakowa na kanapki

W poście o pieczarkowej obiecałam Wam, że pokażę jak wykorzystać składniki, na których gotowałam bulion do tejże właśnie zupy. Głupotą było by to wyrzucać. Przecież ugotowane mięso drobiowe jest całkiem niezłe. A ugotowana marchewka mimo, że straciła mnóstwo wartości odżywczych to wciąż kusi smakiem. Postanowiłam zrobić kolejną pastę kanapkową. Ów pasta świetnie smakuje ze świeżych chlebem i prawdziwym masłem. Po raz kolejny apeluję- Nie marnujmy żywności.












































Czego potrzeba? :

  • 4 ugotowane udka z kurczaka
  • 1 duża ugotowana marchew
  • 250 g twarożku półtłustego
  • 1 łyżka przyprawy do kurczaka
  • pół pęczka natki pietruszki
  • sól, pieprz
  • 1 łyżka oleju





















































































I co dalej? :

Mięso z udek oddzielamy od kości i podsmażamy je na oleju z dodatkiem przyprawy do kurczaka. Tak przygotowanego kurczaka wrzucamy do blendera wraz z pokrojoną na mniejsze kawałki marchewką. Mielimy drobno. Masę marchewkowo- kurczakową mieszamy z twarożkiem. Dodajemy drobno posiekaną natke pietruszki. Przyprawiamy do smaku.


+ Akcje:



PrzpeisoTeka na Facebook'u


Green Cake z kiwi

Prosty przepis na Blue Cake zrobił furorę wśród moich gości. No bo "jak to niebieska galaretka?", "skąd wytrzasnęłaś? ". A ja lubię zaskakiwać. Jednak takich przepisów nie można nadużywać. Raz podane niebieskie ciasto więcej nie zaskoczy. Wiec szukałam kolejnych pomysłów. I tu z pomocą przyszła mi Pyza robiąc swój Torcik królewny Fiony. No bo " jak to kiwi z galaretką". Powszechnie wiadomo, że kiwi (razem z ananasem i papają) należą do grupy owoców, przy których galaretka nie stężeje. Jednak jest na to sposób.  Zapraszam na ciasto zawierające i galaretkę i  kiwi. A co!

Przepraszam za nie ładnie ukrojony kawałek, ale musiałam się śpieszyć ze zdjęciami bo osiemnastakowi goście mojego brata czekali. 


























Czego potrzeba? : (tortownica o średnicy 20 cm)
  • 540 g serka homogenizowanego o smaku naturalnym
  • 3 opakowania zielonej galaretki
  • 300 g herbatników typu petit bateau
  • 900 ml wody
  • 200 g masła 
  • pół opakowania cukru z prawdziwą wanilią 
  • 5 twardych kiwi 
  • pół szklanki cukru 
  • opcjonalnie: zielony barwnik spożywczy lub niebieski i żółty zmieszany w równych proporcjach

I co dalej? :

Herbatniki kruszymy za pomocą blendera po czym mieszamy je dokładnie z masłem. Powinno powstać coś na kształt kruszonki. Układamy masę na dnie tortownicy. Mocno ją dociskamy. Zostawiamy spód w lodówce na minimum godzinkę. Po tym czasie rozpuszczamy 1,5 galaretki w 400 ml wrzątku. Uzyskaną galaretkę (jeszcze płynną) mieszamy z serkiem homogenizowanym oraz cukrem z prawdziwą wanilią. Na tym etapie możemy dodać odrobinę barwnika. Kiedy masa serkowo- galaretkowa zacznie tężeć wylewamy ją na herbatnikowy spód. Kiwi obieramy ze skórki i kroimy na plasterki. Do rondeleka wlewamy 100 ml wody i zagotowujemy ją z dodatkiem pół szklanki cukru. W przygotowanym syropie podgotowujemy plasterki kiwi. Nie za długo. Starczy, aż owoce lekko zblakną. Przy wyjmowaniu plasterków uważamy, aby je nie uszkodzić. Następnie odsączamy je i rozkładamy równomiernie na masie serkowo- galaretkowej.  Odkładamy do lodówki na pół godziny.Ponownie rozrabiamy pozostałe 1,5 opakowania galaretki w 400 ml wody. Jeszcze płynną, ale już wystudzoną galaretkę wylewamy na wierzch tortownicy. Kiedy dokładnie stężeje możemy podawać.



























PrzepisoTeka na Facebook'u- zachęcam do polubienia.


sobota, 21 kwietnia 2012

Wyniki konkursu

Drodzy Państwo!! (zawsze tak mawiał któryś z moim nauczycieli, ale nie mogę sobie przypomnieć który)

Niespodziewany konkurs rozstrzygnięty:


And the winner is:


"Chciałabym mieć książkę, bo moja kulinarna biblioteczka, choć w planach miała się rozrastać, to z braku środków finansowych na razie liczy tylko kilka pozycji. A magnesik byłby świetnym prezentem dla mojego synka, dzielnego 6-letniego pomocnika w kuchni, którego cieszy każdy drobiazg ;)
Ola "

Ze zwycięzcą skontaktuję się mailowo.

P.S. Udanego weekendu! Ja swój zaczęłam od przygotowania słodkości. Wkrótce na blogu.

piątek, 20 kwietnia 2012

Mus marsjański

Dziś proponuję coś nieprzyzwoicie słodkiego. Przepis na ten mus znalazłam u Panny Malwinny. Zabierałam się do niego wielokrotnie, ale ciągle coś krzyżowało mi plany. Parę dni temu nie odpuściłam. I bardzo dobrze, bo jestem niezmiernie zadowolona z efektu. Nawet mój Tomek był zachwycony. Co w tym musie jest takiego fajnego? Oprócz smaku czekolady wyczuwamy nutę karmelu. Jak to w batoniku. Mimo, że mieszkamy na trzeciej planecie to jestem pewna, że marsjańscy koledzy nie pogniewają się jeśli ktoś z Was wykona ten przepis. Taki żarcik na piątek.










































Czego potrzeba? : (wyszły mi 3 takie kieliszki)


  • 5 batonów mars każdy po 47g (miałam 6, ale podejrzewam, że jednego zjadłam w trakcie)
  • 75 ml mleka
  • 3 białka
  • 2 łyżki kakao ( użyłam rozpuszczalnego)











































I co dalej? :

Batoniki siekamy dość drobno i rozpuszczamy w kąpieli wodnej wraz z mlekiem i kakao. Kiedy masa się rozpuści mieszamy ją, aby powstała gładka masa. W tym czasie ubijamy białka na sztywną pianę. Dodajemy po łyżce ubitych białek, ciągle mieszając masę. Następnie przelewamy mus do naczyń, w których będziemy go serwować i schładzamy w lodówce minimum godzinkę.











































Jeśli spodobał Ci się ten deser to może wypróbujesz jeszcze ten:
 Mus z czekolady białej i mlecznej
PrzepisoTeka na Facebook'u

czwartek, 19 kwietnia 2012

Zupa pieczarkowa

Odkąd dowiedziałam się o pieczarkowej akcji organizowanej przez Anię zaczęłam się zastanawiać co by tu ugotować. Zupa pieczarkowa w pierwszej wersji odpadała. Wierzcie mi lub nie, ale nie najlepiej czuję się w zupach. Bardzo je lubię, ale najzwyczajniej w świecie boję się je gotować. Aż tu nagle Ania zapodała przepis na jej pieczarkową. I wtedy mnie coś strzeliło, bo zachciało mi się pysznej zupy o wspomnianym smaku. Co ciekawe nigdy sama nie gotowałam pieczarkowej. Postanowiłam, że czas to zmienić, a akcja jest do tego świetnym pretekstem. Moim celem było bazowanie na smaku pieczarkowej mojej mamy. Nieskromnie powiem (ale ciiiiiii..., bo się obrazi), że przerosłam ją. Moja zupka jest przepyszna. Przepraszam za brak skromności, ale może dzięki temu ktoś się zdecyduje na zupkę po mojemu. Jest gęsta, aromatyczna, kremowa i mocno sycąca. To dobry debiut. Czas przestać bać się gotować zupy i zrobić ten cholerny rosół!



























Czego potrzeba? :
  • 3 litry przefiltrowanej wody
  • 4 udka z kurczaka
  • 2 marchewki
  • 1 mała pietruszka
  • kawałeczek selera
  • kawałeczek kapusty włoskiej
  • kawałeczek pora
  • 500 g pieczarek
  • 200 ml śmietany 12%
  • 250 g makaronu orzo ( w kształcie ryżu)
  • przyprawa typu vegetta, pieprz
  • 2 liście laurowe
  • 4 ziela angielskie



























I co dalej?: 

Do garnka postawionego na gazie wlewamy zimną wodę i wrzucamy do niej umyte udka z kurczaka. Kiedy woda zacznie powoli wrzeć dodajemy marchewki, pietruszkę, selera, pora, kapustę, liście laurowe oraz ziele angielskie. Gotujemy, aż powstanie bulion. Po tym czasie bulion doprawiamy przyprawą typu vegetta oraz pieprzem. Ugotowane udka i warzywa wyciągamy z garnka tak, aby został sam płyn. (Broń boże nie wyrzucamy ich. Już wkrótce post z moim pomysłem na wykorzystanie ich). Do garnka dodajemy starte na średnich oczkach tarki pieczarki. Gotujemy je w bulionie jakieś piętnaście minut. Po tym czasie prosto do zupy dodajemy surowy makaron. Gotujemy kolejne pięć minut. Po tym czasie odlewamy kilka łyżek zupy do innego naczynia i rozrabiamy w nim śmietanę. Zwartość drugiego naczynia wlewamy do zupy mieszając ją. W razie potrzeby doprawiamy zupę wg. smaku.





































































+ Akcja:
 

PrzepisoTeka na Facebook'u
Przypominam o trwającym do jutra  konkursie




' Porozmawiajmy o jedzeniu' z Agnieszką

z bloga 2drink.pl


Pierwszy wywiad z tej serii miał świetny odbiór. Cieszę się, że spodobał Wam się pomysł. Oczywiście zamierzam kontynuować pisanie i angażowanie blogerów. 

"Z pomysłami na drinki jest tak jak z pomysłami na dania czy desery – 
niektóre połączenia do siebie pasują(...)"
 
Kolejna bohaterka- Agnieszka również pochodzi z Łodzi (co ja mam z tą Łodzią ^^). Możecie ją znać z bloga 2drink.pl. Znajdziecie tam całe mnóstwo przepisów na przeróżne drinki i koktajle. Zapewniam, że każdy znajdzie tam coś dla siebie (propozycje z różnymi alkoholami jak i bezalkoholowe). Liczba fanów na FB pokazuje, że możemy zaufać Agnieszce. Jestem pewna, że jej pomysły świetnie wypadną na waszej imprezie. Sama wizyta na 2drink.pl przekonuje nas o ogromnej wiedzy Agnieszki i jej pomysłowości. Aga pisze także bloga zanimzjesz.pl tam recenzuje produkty spożywcze dzięki czemu nie musimy kupować kota w worku. Zapraszam do lektury zapisków z naszej rozmowy :)



Paulina: Aga, nie mogę nigdzie znaleźć konkretnych informacji o dacie założenia Twojego bloga. Powiedz nam kiedy to nastąpiło i opowiedz o tym coś więcej. Skąd pomysł na bloga? Kiedy zaczęłaś miksować?

Agnieszka: Blog będzie obchodził niedługo swoje pierwsze urodziny – pierwszy post pojawił się w połowie maja. Założyłam go, bo ilekroć szukałam w sieci przepisów na drinki znajdowałam tylko przepisy, w których trzeba było użyć jednocześnie wielu składników, nie zawsze nawet dostępnych w polskich sklepach. Pomyślałam, że pewnie nie tylko ja szukam przepisów na proste i tanie drinki w sieci, więc taki blog mógłby spotkać się z zainteresowaniem. I okazało się, że faktycznie całkiem dużo osób zagląda na 2drink szukając prostych i tanich przepisów.

Paulina: Masz fantastyczne pomysły. Takie bardzo różnorodne. Ale niczym nie byłyby pomysły gdyby nie wiedza. Skąd ją czerpiesz? Sama piszesz, że nie jesteś zawodową barmanką, ani nigdy nie ukończyłaś żadnego kursu barmańskiego. Może masz w planach taki kurs?  

Agnieszka: Z pomysłami na drinki jest tak jak z pomysłami na dania czy desery – niektóre połączenia do siebie pasują, tak jak ananas i kokos czy czekolada i maliny i wystarczy połączyć dwa składniki w tych smakach, by powstało coś pysznego. Oczywiście inspirację czerpię często z książek o napojach, których mam więcej niż książek kucharskich ;) A jeśli chodzi o kurs – skończyłam szkolenie barmańskie choć uważam, że jeśli ktoś nie chce pracować za barem, a tylko miksować w domu drinki na własny użytek – nie potrzebuje ani szkoleń, ani specjalnych umiejętności, ani sprzętu.

Paulina: Ty i Twój blog macie 1164 fanów na FB (stan na dzień 12.04.2012). Myślę, że to przede wszystkim zasługa Twojej wiedzy, pomysłowości i wykonania. Ale także otwartości na tańsze zamienniki produktów, z którym przygotowujesz swoje drinki. Pokazujesz jak osiągnąć świetne wyniki przy minimalnych kosztach. Za to Cię kochamy! A Ty co o tym myślisz? Może dodasz jeszcze coś do tej listy sukcesów?

 
Agnieszka: Faktycznie blog cieszy się sporym powodzeniem – myślę, że to głównie zasługa tego, że przepisy, jakie staram się dodawać są proste. Zawsze podkreślam także, że nie trzeba mieć w domu shakera, miarki, muddlera i innych barmańskich sprzętów, żeby przygotować sobie dobre mojito czy inne popularne drinki. I choć niektórzy zawodowi barmani mnie za takie podejście krytykują, to jednak spora grupa czytelników dla takich prostych przepisów na mój blog wraca. Myślę, że też nie bez znaczenia jest to, że właściwie mam niewielką konkurencję w sieci – blogi kulinarne zawierają niewiele przepisów na drinki, a z kolei serwisy o drinkach często zawierają przepisy z trudnodostępnymi alkoholami i z profesjonalnie przygotowanymi zdjęciami – patrząc na takie zdjęcie myślimy sobie „e nie, to za trudne, nie zrobię tego”. Moje zdjęcia są amatorskie, pokazują rzeczywisty wygląd danego drinka i może to też czytelników zachęca do korzystania z przepisów z 2drink.pl

Paulina: Od niedawna możemy Cię także oglądać na You Tube. Wg mnie to świetny pomysł. Dzięki temu pokazałaś, że przygotowanie chociażby 
Rainbow shots wcale nie jest takie trudne. Jak to się zaczęło? Skąd pomysł na kręcenie tutoriali?
 
Agnieszka: Chodziło mi to po głowie od dawna, ale jakoś nie miałam odwagi, by stanąć przed kamerą. Wiedziałam, że takie amatorskie filmiki sprowadzą na mnie krytykę profesjonalnych Barmanów, którzy będą zarzucać mi, że źle trzymam shaker, za wolno nalewam alkohol, albo za szybko nalewam i że generalnie się nie znam. Ale okazało się, że głosów krytyki nie jest jakoś bardzo dużo, więc to zachęciło mnie do kręcenia kolejnych filmów. Staram się to robić regularnie i mam nadzieję, że jeszcze wiele filmików na moim kanale się pojawi.
 
Paulina: Te wszystkie pyszności na pewno nie powstają tylko na potrzeby bloga. Jestem pewna, że częstujesz nimi swoich gości. Które drinki zrobiły najlepsze wrażenie na uczestnikach party?
 
Agnieszka: Jasne, że częstuję znajomych i „wypróbowuję” na nich nowe pomysły. Ostatnio zachwyt wzbudził płonący Krupnik, bo rzadko kiedy mamy okazję spróbować płonącego drinka w domu. Z takich klasycznych drinków wielu fanów wśród znajomych ma także B-52 oraz wszelkie warianty Mojito (np. Kiwi mojito). Z takich mniej klasycznych propozycji, które też zawsze wszystkim smakują polecam Pijanego Kaktusa– czasem dolewam do niego Blue Curacao, wtedy zachwyca tez kolorem ;)  Oprócz drinków, moich gości częstuję zawsze jakąś dobrą kawą lub gorącą czekoladą – niektórzy śmieją się, że nie opłaca się chodzić do kawiarni, bo u mnie można napić się lepszej kawy. Tu absolutnym hitem jest Biała czekolada z przyprawami.

Paulina: A może były takie napoje, które mimo że pokazałaś na blogu to przygotowałaś tylko raz? Czy któreś z nich Cię rozczarowały oprócz
drinku z czarnego frugo?
 
Agnieszka: Jest taki drink Ole– kolor miał fantastyczny, ale był tak mocny i tak niedobry, że nawet po rozcieńczeniu go z lemoniadą nie mogłam go wypić. Choć z doświadczenia wiem, że jeśli coś mi nie smakuje, to wcale nie znaczy, że nie będzie smakować innym. Klasyczne drinki takie jak Negroni, Americanos czy chociażby Martini dla mnie są nie do wypicia, ale mają wielu fanów. Czasem zdarza się i tak, że robię jakiegoś drinka nawet według przepisu z książki, ale smak mi nie odpowiada, nie smakuje też mojemu chłopakowi, który wszystkie drinki ze mną testuje i mimo że mam przepis i zdjęcia, nie zamieszczam ich na blogu.

Paulina: Skoro już mówimy o Frugo dla mnie to napój dzieciństwa (urodziłam się niedługo po czasach PRL). Ty pamiętasz go z czasów szkoły średniej. Na Twoim blogu możemy znaleźć przepisy na drinki z wykorzystaniem Frugo. Może masz zamiar zrobić ich jeszcze kilka? Na pewno będziemy zadowoleni.

 
Agnieszka: W sumie – czemu nie?:) Na pewno jeszcze pojawi się drink z żółtym Frugo, ale w sumie pomyślę nad całą serią drinków pod konkretny kolor. Teraz jak Frugo można kupić w większych butelkach – może faktycznie ktoś z tych przepisów skorzysta.
 
Paulina: Co prawda cykl wywiadów nazywa się 'Porozmawiajmy o jedzeniu', ale myślę, że zawartość Twojego bloga i tak się pod to łapie. Chciałabym jednak wiedzieć czy coś gotujesz? Nie myślałaś nigdy o dodaniu przepisów na jakąś potrawę?
 
Agnieszka: Jasne, że gotuję, choć to moje gotowanie jest mało finezyjne – częściej są to proste potrawy, w stylu pierś z kurczaka smażona w ziołach, niż jakieś wykwintne dania, więc na zamieszczanie w sieci nie bardzo się nadają. Za to chętnie korzystam z przepisów na blogach kulinarnych – zwłaszcza na ciasta, bo tu jestem totalnie zielona ;)
 
Paulina: Dzięki Tobie nauczyłam się przygotowywać kilka fajnych i prostych drinków. W sam raz na imprezy. Szczególnie podoba mi się Twoje podstrony "poradnik" i "składniki". Kilka prostych sztuczek i goście są zachwyceni. Dzięki Tobie kupiłam syropy barmańskie i jak sama wiesz wykorzystałam kilka przepisów. Zastanawiam się czy dostajesz maile lub wiadomości od swoich czytelników, w których piszą Ci, że dzięki 2drink.pl pomogłaś im?

Agnieszka: Dostaję dość regularnie, choć nie jest ich dużo. Średnio raz w tygodniu ktoś pisze, że dzięki mnie zobaczył, że robienie drinków jest proste, albo pyta o jakieś szczegóły, związane z alkoholami, syropami i sprzętem. Tego typu komentarze pojawiają się też na Facebooku i w komentarzach na blogu – każdy kolejny bardzo mnie cieszy i sprawia, że mam większą motywację do pisania bloga.
 
Paulina: Które z Twoich przepisów mają największą oglądalność?
 
Agnieszka: Największą oglądalność ma od miesięcy Mojito – to pewnie dlatego, że to jeden z najpopularniejszych w Polsce drinków. Bardzo dużą oglądalność mają dwa posty z serii Proste shoty na imprezy cz. Icz. II . Od jakiegoś czasu coraz więcej osób szuka drinków z Frugo i tu najpopularniejszy jest ten, który znasz, czyli Smerf w czapce. Popularnością cieszą się właściwie wszystkie proste drinki: Blue HeavenKamikaze czy wspomniany już Pijany Kaktus. Wszystkie są na bazie wódki i to zapewne zasługa ich popularności.
 
Paulina: Na koniec zdradź nam swoje plany dotyczące bloga. Masz jakieś nowe pomysły?
 
Agnieszka: Pomysłów mam mnóstwo, tylko brakuje czasu na realizację. Ostatnio zaczęłam cykl herbaciany – trochę po to, żeby przypomnieć czytelnikom, że 2drink.pl to blog nie tylko o drinkach, ale w ogóle o napojach – mam przecież sporo przepisów na bezalkoholowe koktajle owocowe czy kawy. Mam też mocne postanowienie, by w tym roku wypróbować kilka przepisów na nalewki domowe i wina, a poza tym w kolejce czekają jeszcze owocowe kruszony i poncze – w Polsce jakoś rzadko się je pije, a przecież są takie pyszne! No i mam jeszcze kilka pomysłów na drinki z różnymi dziwnymi składnikami – ostatnio miksowałam w drinku Marsa i jeszcze pewnie kilka innych słodyczy w drinkach się pojawi. A że idzie lato, to z pewnością nie zabraknie orzeźwiających, także bezalkoholowych napojów.
 
Paulina: Zastanawiam się jeszcze co czeka w kolejce na recenzję w zanimzjesz.pl?
 
Agnieszka: Zanimzjesz.pl to moje młodsze dziecko z recenzjami różnych produktów spożywczych. Nie zawsze wystarcza mi czasu, by dodawać tam regularnie nowe recenzje, ale z pewnością coś nowego niedługo się pojawi. Może coś z Lidla? Zawsze się boję kupować nieznane lidlowe marki, ale wiele już sprawdziłam i warto je polecić.
 
Paulina: Już Cię nie będę męczyć z moimi pytaniami. Dziękuję Ci serdecznie za rozmowę. Może Ty masz jakieś pytania do mnie?
 
Zawsze mnie zastanawiało, kiedy blogerki kulinarne mają czas na przygotowywanie takich wymyślnych potraw, fotografowanie ich i opisywanie na blogu. Powiedz mi, jak to jest u Ciebie – gotujesz w weekend, a publikujesz w tygodniu czy może w tygodniu też znajdujesz czas na gotowanie? 

U mnie jest tak, że wszystko zależy od mojego grafiku w pracy. Gotuję po prostu wtedy gdy mam czas i chęci. Albo chociaż sam czas. Zdjęcia staram się robić od razu. Wtedy są najlepsze. Jeśli na moim blogu od jakiegoś czasu nie było wpisu to jeśli mogę to staram się publikować od razu. Zdarza się, że jednego dnia przygotowuję więcej niż jedno danie. Wtedy zdjęcia czekają w specjalnym folderze do czasu, aż znów będę miała chwilę na napisanie posta. Nie lubię wrzucać dwóch przepisów jednego dnia.  

Jeszcze raz dziękuję Agnieszce za rozmowę i profesjonalizm.  


Post jest częścią cyklu 'Pozmawiajmy o jedzeniu'. Więcej wywiadów możesz poczytać tutaj

  Wyjątkowo proszę Was o komentarze. Piszcie co myślicie o takim cyklu i konkretnej rozmowie. Bardzo mi na tym zależy, gdyż robię to dla Was. Jeśli będą czytelnicy to ten dział mojego bloga będzie się rozwijał.

środa, 18 kwietnia 2012

Ruskie cannelloni

Pierogi ruskie to moja nowa miłość. To było oczywiste, że prędzej czy później musiałam spróbować ruskich cannelloni. Przepis pochodzi z książki "Makaron. My Story" Pawła Lorocha. Gdyby ktoś chciał skorzystać to tutaj oddaje jeden z moich prywatnych egzemplarzy. W książce mnóstwo niesamowitych przepisów, więc czemu jako pierwszy wybrałam ten? Bo skoro pierogi ruskie tak mi smakują to z cannelloni nie może być inaczej.  I nie myliłam się.  A przepis nieco zmodyfikowałam. Zrezygnowałam ze słoniny. Cebulę smażyłam na smalcu. Paweł Loroch mówił, że na ten farsz starczy 10 rurek. Mi wyszło 20!!

Zauważyłam, że jak jestem w domu sama to i zdjęcia pojawiające się na blogu są lepsze. Te były zrobione w pośpiechu, kiedy Tomek wrócił z pracy. Głodny. No ale...




























Czego potrzeba? :

  • 20 rurek cannelloni
  • 5 młodych ziemniaków
  • 250 g twarogu półtłustego
  • 2 cebule
  • sól
  • pieprz
  • smalec



























I co dalej?:

Ziemniaki obrać i ugotować w osolonej wodzie. Jedną cebulę posiekać drobno i podsmażyć na łyżce smalcu. Lekko wystudzone ziemniaki wymieszać z twarożkiem i cebulą. Farsz doprawić wg smaku solą i pieprzem. Do wrzącej wody wsypać rurki cannelloni. Posolić. Gotować dosłownie przez chwilę. Tylko tyle, aby były lekko miękkie. Góra 2-3 minuty. Przelać je zimną wodą, aby nie sklejały się. Nadziewać cannelloni farszem. Najwygodniej jest po prostu upychać go palcami. Rurki z farszem przełożyć do natłuszczonego naczynia żaroodpornego. Piec ok. 20-30 minut w temperaturze 180 st. C. Drugą cebulę również posiekać i ponownie usmażyć na smalcu. Zawartością patelni okrasić cannelloni na talerzu.


PrzepisoTeka na Facebook'u

wtorek, 17 kwietnia 2012

Pasta makrelowo- twarożkowa na kanapki

Niestety śniadania jadam rzadko. Ale jeśli już to musi to być coś fajnego. Gdyby ktoś mnie zapytał:        ' Co najchętniej jadasz na śniadanie', to musiałabym się zastanowić. A za pewne po chwili odpowiedziałabym: ' Świeży, wieloziarnisty chleb. Posmarowany prawdziwym masłem. I do tego jakaś kanapkowa pasta. Ale taka własnej roboty'. Ciągle szukam inspiracji na różne smaki. Do tej pory była pasta jajeczna i rybno- jajeczna. Dziś wymyśliłam makrelowo- twarożkową. Ta ostatnia ma szansę stać się moją ulubioną.



























Czego potrzeba?:

  • 1 makrela wędzona
  • 250g twarożku półtłustego
  • 2 małe cebule
  • pęczek szczypiorku
  • sól, pieprz








 I co dalej?:

Mięso makreli oddzielić od całej reszty. Kawałki ryby zmieszać z twarożkiem oraz drobno pokrojoną cebulką. Szczypiorek drobno posiekać i jego połowę dodać do masy. Doprawić solą i pieprzem. Resztę szczypiorku wykorzystać do posypania gotowych kanapek.


























+ Akcje:



PrzepisoTeka na Facebook'u



Niespodziewany konkurs.

Witam serdecznie.

Nie chwaliłam się, ale jakiś czas temu wygrałam konkurs u Doowy. Książka bardzo mi się przydała. Jednak wczoraj niespodziewanie wyjęłam ze skrzynki pocztowej drugi jej egzemplarz. Postanowiłam, że oddam ją komuś z Was w konkursie. Jeszcze dla formalności napisałam maila do Polskiej Izby Makaronów czy mogę. Tak więc dziś ogłaszam konkurs!

Nagroda: Jeden egzemplarz książki "My story. Makaron" plus magnesik na lodówkę. W książce znajdziecie wiele ciekawych przepisów makaronowych oraz inne przydatne informacje.
Sama na własny koszt wyślę do kogoś z Was paczkę.

 Zadanie konkursowe: 

1. Polub PrzepisoTekę na Facebook'u
2. Napisz komentarz pod tym postem, w którym napiszesz dlaczego wg. Ciebie powinnam wysłać Tobie tą książkę. Podpisz się swoim imieniem i dodaj Twój adres mailowy.

Konkurs trwa do piątku 20.04.2012 (włącznie). W sobotę 21.04.2012 ogłoszę zwycięzce.


Powodzenia!

czwartek, 12 kwietnia 2012

'Porozmawiajmy o jedzeniu' z Anią....

... z bloga Mops w kuchni. Codzienne pichcenie i marudzenie

Słowem wstępu zapraszam Was serdecznie do mojego nowego cyklu: 'Porozmawiajmy o jedzeniu'. Znajdziecie tu zapiski z moich rozmów z Blogerami kulinarnymi. Na pierwszy ogień idzie Ania.

"Miałam plany, aby stworzyć książkę kucharską dla siebie i moich bliskich…"

Ania to mieszkanka Łodzi. Jest właścicielką mopsicy Pumby. Oprócz bloga kulinarnego prowadzi także tego o przygodach swojej sympatycznej suczki. Czytając oba blogi możemy wywnioskować, że Ania prowadzi aktywny styl życia i dobrze gotuje. Pierwszy post powstał 08.04.2010, a więc właśnie świętujemy drugie urodziny. Założenie było takie: Ania chce pokazać jak przygotowywać jedzenie w domu metodą slow food. Zdecydowanie to robi. Nie pozostaje mi nic innego jak pogratulować Ani wytrwałości i drugich urodzin. Życzę oczywiście dalszych sukcesów. Tymczasem zapraszam na rozmowę z Anią.

























Paulina: Aniu, piszesz, że zaczęłaś blogować po przeczytaniu książki Julie Powell „Julie i Julia. Rok niebezpiecznego gotowania”. Opowiedz coś więcej o tej inspiracji.

Ania: Ta książka była dla mnie jak olśnienie. Wstyd się przyznać, ale ja wcześniej w ogóle nie wiedziałam nic o blogach, w ogóle ich nie czytałam… a co dopiero myśleć o pisaniu takiego bloga samemu…
Moje życie wyglądało wtedy podobnie jak u Julie Powell. Mieszkaliśmy z mężem w wynajętym mieszkaniu w wielkim mieście. Do popisów kulinarnych miałam podobnie jak autorka książki małą, ciemną i ciasną kuchnię, a właściwie aneks kuchenny. Często zdarzało nam się jeść na mieście z uwagi na brak czasu i sił, obydwoje pracowaliśmy w korporacjach. Dojazdy z pracy były nieraz mordęgą, Warszawa jest „ciut” mniejsza od Nowego Jorku, ale wszelkie niedogodności życia w dużym mieście  pozostają te same. Modne było jedzenie lunch-ów w lokalach w centrum Warszawy… gotowanie w domu nie było czymś czym można by pochwalić się w towarzystwie… A Julie przypomniała mi, że gotowanie to też moja pasja, którą głównie przekazała mi moja mama i że jest to sposób na odpoczynek i relaks. Dotarło do mnie jak ważne jest dla relacji partnerskich gotowanie w domu.
Po lekturze książki weszłam na blog Julie Powell, poczytałam, opowiedziałam o tym wszystkim mojemu mężowi i on po kilku dniach zrobił mi niespodziankę. Założył mi blog na naszej domenie. Wspólnie wybraliśmy layout i zaczęło się. Wtedy jeszcze nie wiedziałam o istnieniu agregatorów, blogów kulinarnych…Napisałam więc wstęp…Miałam plany, aby stworzyć książkę kucharską dla siebie i moich bliskich…Nie założyłam sobie żadnego celu, nie tak jak Julie realizować wszystkich przepisów z jednej książki kucharskiej, po prostu chciałam więcej gotować w domu.

Paulina: A więc założyłaś bloga w kwietniu, a pierwsze przepisy powstały dopiero w lipcu. Skąd to zawahanie?

Ania: Byłam strasznie obłożona w mojej ówczesnej pracy…byłam asystentką dyrektora departamentu w jednej z korporacji. Dopiero, gdy postanowiliśmy wrócić z mężem do naszej rodzinnej Łodzi, a to nastąpiło właśnie w lipcu 2010 r., znalazłam więcej czasu na blogowanie. Spędzałam też wtedy więcej czasu z moją mamą i babcią, one przypomniały mi jak to gotowałam z nimi już od najmłodszych lat leczo, prawie wszystkie zupy, robiłam sałatki.


Paulina: Skąd taka nazwa bloga? Na początku myślałam, że chodzi o Twoją suczkę. Później doczytałam, że mąż tak Cię nazywał zanim mieliście Pumbę :)

Ania: Przezwisko mops nadała mi babcia mojego męża. Nie byliśmy jeszcze małżeństwem, ale ja już powoli zaczynałam przewozić swoje rzeczy do niego i zostawać na dłużej ;)  Jacek mieszkał wówczas właśnie z babcią i raz gdy rano mnie zobaczyła w kuchni, powiedziała, że jestem tak zaspana, że wyglądam jak mops :P To było w 2006 roku. Później wszyscy w rodzinie męża zaczęli mnie tak nazywać, a my coraz częściej zaczęliśmy oglądać filmiki z mopsami w internecie, zauroczyła nas ta rasa. Postanowiliśmy, że jak będziemy już totalnie na swoim to koniecznie musimy mieć mopsicę. Pumba była dla mnie niespodzianką – dostałam ją od Jacka na I rocznicę ślubu, właśnie wtedy gdy już mieliśmy wrócić do Łodzi. Jest naszym oczkiem w głowie.
Wracając do nazwy bloga – pełna nazwa to „Mops w kuchni, czyli codzienne pichcenie i marudzenie” i ten dopisek jest oczywiście autorstwa mojego męża. Nie byłam na początku do tego brzmienia przekonana, ale teraz już wiem, że dzięki temu ktoś kto odwiedza moją stronę, wie że nie ma tu żadnej ściemy, jest naturalnie, bez zadęcia, raz lepiej, raz gorzej, tak jak w normalnym życiu

Paulina: Twoja kuchnia jest zdecydowanie domowa! Przeglądam Twojego bloga od 'deski do deski' i ślinka cieknie mi coraz bardziej. Zastanawiam się którą z potraw lubisz gotować najbardziej. Która gości u Ciebie na stole  najczęściej?  

Ania: Odkąd sięgam pamięcią w moim rodzinnym domu zawsze królowały zupy i tak samo jest u mnie. Mam nauczyła mnie gotować pyszną zalewajkę i to ona pojawia się najczęściej na moim stole. Lubimy też zupy z buraków czy kapusty. Chociaż ostatnio zasmakowała nam marokańska zupa z ciecierzycy i soczewicy
Inne moje zupy można zobaczyć tutaj.
Coraz bardziej rozbudowuje się także kategoria "sałatki". Naszą ulubioną jest sałatka z kurczakiem wędzonym .
Jednak nasza codzienna dieta to nie tylko zupy i sałatki, ciągle obmyślam nowe farsze do naleśników czy skład zapiekanek.
Zapraszam również do przejrzenia strony Mops w kuchni na FB. Znajdują się tam zdjęcia wielu przygotowanych przeze mnie potraw wraz z linkami.



Paulina: Z drugiej strony czy jest potrawa, która mimo że ujrzała światło bloga, to przygotowałaś ją tylko raz?

Ania: Jest taka potrawa, to włoskie risotto po wiejsku . Postępowałam zgodnie z instrukcjami autorów przepisu, niemniej jednak chyba coś było nie tak, bo mi raczej średnio smakowała ta potrawa…chociaż inni twierdzili, że była dobra…może mówili tak z grzeczności…Wiem, że na pewno użyłam złego ryżu – wtedy jeszcze nie wiedziałam, że najlepszy do risotto jest arborio.

Paulina: A co na to Twój mąż? Jest bardzo wybredny czy wręcz przeciwny zjada wszystko co mu podsuniesz?

Ania: Zjada wszystko, bo wiem jakie potrawy muszę omijać. Na zakazanej liście jest pomidorówka, ogórkowa („zamordowane ogórki”), wątróbka w każdej postaci, brukselka. Nie przepada też za rybami słodkowodnymi i śledziami. Za to uwielbia makarony i naleśniki. Mógłby je jeść dzień w dzień. Lubi też moje eksperymenty z sałatkami. No i bardzo często przygotowuję dla niego smażone plastry ziemniaków tzw. „talarki”, które to przygotowałam po raz pierwszy dla niego jeszcze mieszkając z rodzicami.
Mając wiedzę, czego nie lubi nigdy nie zdarzyło mi się przygotować czegoś czego w ogóle nie ruszył
A jest też dla mnie inspiracją, nie raz podsuwa mi jakieś przepisy, pomysły. Ostatnio wrócił z pracy z wielką pretensją, że jeszcze mu nigdy nie zrobiłam zupy piwnej ;)

Paulina: A potrafi coś ugotować czy wszystko przygotowujesz sama?

Ania: Jego potrawą popisową są parówki zawijane w naleśniki lub mini naleśniki z kiełbasą. Nauczył mnie też przygotowywać jajecznicę z pieczarkami czy pieczarki faszerowane mięsem. Pieczarki to zdecydowanie jego słabość. Jak go poproszę o pomoc, np. przy zagniataniu ciasta, zawsze mi pomoże. Nie potrafi jednak np. obrać ziemniaków ;)

Paulina: Jak traktujesz swojego bloga? Czy ma on być dla Ciebie źródłem przyjemności i nie przejmujesz się niesystematycznością czy uważasz, że skoro go założyłaś to musisz iść do garów nawet jeśli nie masz na to ochoty, bo czytelnicy tego oczekują?

Ania: Pomimo, że traktuję już w tej chwili blogowanie kulinarne w dużej mierze jako sposób na życie, nie robię nic na siłę i jestem tą samą osobą, co na początku w 2010 roku. Nie chcę blogować dla sławy, staram się aby wszystko było nie wymuszone i realistyczne. Światek blogerów kulinarnych jest niestety pełen obłudy. Nie raz spotkały mnie już jakieś kąśliwe uwagi czy komentarze. Nie angażuję się zatem w wiele przedsięwzięć, mam na to za słabe nerwy.
Są jednak tacy, którzy zachowują się w zupełnie inny sposób. Na pewno pozytywnie zaskoczyła mnie Domi w kuchni, gdy wysłała mi pocztą porcje przygotowanych przez siebie zakwasów na chlebki czy Qualietta ze Skarbnicy smaków realizując kolejne moje przepisy. Mam nadzieję spotkać się wkrótce z nimi w realu
Cieszę się, że mam dość duże grono fanów, którzy codziennie dodają mi sił i zachęcają do wypróbowywania kolejnych przepisów. Ale nie ma tak, że idę do kuchni, bo muszę. Bez przekonania do jakiejś potrawy czy zapotrzebowania ze strony rodzinki nic w mojej kuchni nie powstaje. Nie gotuję tylko po to, aby zrobić zdjęcie potrawy i wrzucić je z przepisem na bloga. Gotuję dla mojego męża i bliskich i cieszę się, że przy okazji mogę się tym podzielić z innymi.

Paulina: A czy w swojej codziennej kuchni lubisz inspirować się kuchnią krajów świata? Jaką kuchnię cenisz najbardziej i jakie jej aspekty przemycasz w swoim codziennym gotowaniu?

Ania: Prawie wszystkie przepisy na moim blogu to wariacje na temat kuchni polskiej. Niemniej jednak mam słabość do kuchni śródziemnomorskiej. Jestem zakochana w kuchni włoskiej i greckiej. Pizza i pasta goszczą u mnie w domu bardzo często. Mój podstawowy przepis na pizzę znajdziecie tutaj, a najczęstszym makaronem jaki jemy jest spaghetti a'la "mopsiara" . Przygotowuję też wiele sałatek z dressingiem z oliwy z oliwek i octu winnego. W mojej lodówce nigdy nie może zabraknąć zielonych oliwek, a w spiżarni zapasu czosnku, oregano i bazylii.

Paulina: No dobrze, ale blogowanie blogowaniem (i gotowanie gotowaniem), ale chyba przyznasz mi rację, że czasem są okazje, aby wyjść do restauracji i zjeść coś co przygotuje dla Ciebie kucharz. Jakie miejsca wtedy wybierasz?

Ania: W Łodzi nie ma takiej tradycji jedzenia poza domem, jak zaobserwowałam to w Warszawie. Ja bardzo rzadko jadam poza domem. W ostatnim roku zdarzyło mi się to tylko kilka razy. Staram się sama gotować, bo oprócz tego, że wiem co jem, to oszczędzam pieniążki.
W tym roku w Walentynki odwiedziliśmy z mężem restaurację Marcello Magdy Gessler w Łodzi.
Napisałam o tej wizycie kilka słów na blogu. Ogólnie rzecz ujmując – nie powaliło nas :P
Lubię restauracje wegetariańskie i ze zdrową żywnością. A moim ostatnim odkryciem jest bistro Zaraz Wracam na Piotrkowskiej. Trafiłam tam przy okazji spotkań mopsiarzy. To jest jedyny znany mi lokal, gdzie można wejść z psem i do tego nie trzeba trzymać do na smyczy  W menu są zupy, sałatki, tarty i ciasta. Ciasto Guinness to wg mojego męża mistrzostwo świata. Mnie bardzo smakowała tam ostatnio sałatka z ciecierzycą, kozim serem i konfiturą z czerwonej cebuli – palce lizać!

Paulina: Może zdradzisz nam swoje plany dotyczące Twojej kuchni i Twojego bloga na najbliższe kilka tygodni/ miesięcy?

Ania: Zbliża się Światowe Dzień Pieczarek (22 kwietnia), w związku z tym planuję zorganizować akcję kulinarną z pieczarką w roli głównej w dniach 18-24 kwietnia. Latem powtórzę na pewno akcję Warzywa psiankowate, która cieszyła się ogromną popularnością w ubiegłym roku. Pod tym linkiem można znaleźć zeszłoroczne podsumowanie  Myślę nad zmianą wyglądu bloga, chciałabym aby na stronie głównej było zdjęcie mojej mopsi. Przed mną też nauka podstaw fotografii, bo w tej chwili zdjęcia robię albo w trybie „auto” albo parametry ustawia mi mój mąż…Wstyd…Chcę robić lepsze zdjęcia, więc wyzwaniem na ten rok, jest  poznanie tajników fotografii. Szczególnie motywuje mnie to, że mój tata zajmował się fotografią jak byłam mała, chciałabym, żeby był ze mnie zadowolony

Paulina: I powiedz jeszcze gdzie w najbliższym czasie zabierasz ze sobą Pumbę.

Ania: Pozwolisz, że pochwalę się tutaj swoim drugim blogiem – Świat widziany oczkami mopsika. To właśnie tam opisuję przygody Pumby i to z jej punktu widzenia ;) Niedawno byliśmy z Pumbą oglądać kopalnię i elektrownię w Bełchatowie. Teraz planujemy wyjazd nad morze. Niestety wielkie wyprawy z mopsikiem nie są możliwe, pieski ras brachycefalicznych (z krótką kufą) mają problemy z oddychaniem, szybko się męczą, szczególnie w upały. Nasza Pumba ma dwa tryby: wariat i śpioch ;)

Paulina: Aniu, już Cię nie męczę z tymi pytaniami. Dziękuję Ci bardzo za rozmowę. Może Ty chcesz o coś zapytać mnie?

Wiem, że masz w planach przeprowadzkę ze Skierniewic do Łodzi. Jestem ciekawa kiedy dokładnie ją planujesz i jaki jest jej powód? Ja się cieszę, bo będziemy miały do siebie blisko.

Zgadza się. Mam nadzieję, że uda mi się to w okolicach lipca/ sierpnia. Sprawa jest prosta mój Tomek dostał taką pracę, w której chce zostać. Niestety dojazd pociągiem, tramwajem i autobusem oraz pieszo nie są szczytem jego marzeń.

Jak trafiłaś na mój blog po raz pierwszy?

Oj, nie pamiętam. Z tego co kojarzę to Twój blog był właśnie jednym z pierwszych, na które trafiłam i zostałam na dłużej gdy tylko pojawiłam się  w światku kulinarnych blogów (grudzień 2010).

Jaka jest Twoja ulubiona potrawa?

Niemal każda potrawa prezentowana na moim blogu jest moją ulubioną ;)

Jaka jest Twoja popisowa potrawa dla rodziny i znajomych?

Nie ma jednej. Ale te dania zebrały najwięcej pochwał i z czystym sumieniem przygotowuje je dla bliskich: Sałatka grecka, Blok czekoladowy, Toffinka, Blue cake, Zielone pierogi, Calzone, Shoarma, Leczo, Klasyczne cannelloni, Kurczak w sosie słodko- kwaśnym, Spaghetti bolognese, Zupa serowa z pulpecikami oraz oczywiście cały dział drinki i alkohole.

Jeszcze raz dziękuję Ani za rozmowę i profesjonalizm ;)


PrzepisoTeka na Facebook'u 

Post jest częścią cyklu 'Pozmawiajmy o jedzeniu'. Więcej wywiadów możesz poczytać tutaj

 Wyjątkowo proszę Was o komentarze. Piszcie co myślicie o takim cyklu i konkretnej rozmowie. Bardzo mi na tym zależy, gdyż robię to dla Was. Jeśli będą czytelnicy to ten dział mojego bloga będzie się rozwijał.

środa, 11 kwietnia 2012

Sałatka z surimi

Kolejny sałatkowy przepis od mojej mamy. W mojej rodzinie zawsze było dużo przyjęć. Tak więc mam wiele przeróżnych przepisów na sałatki. Także tą możesz z powodzeniem przygotować na jakieś party. Albo zjeść ją tak po prostu. Uważajcie tylko na osoby z różnymi uprzedzeniami żywieniowymi. Opowiem Wam historię: moja ciocia zajadała się nią na jakimś tam przyjęciu i spytała mamę co jest w środku. Jak usłyszała surimi- paluszki krabowe to więcej jej nie ruszyła. To nic, że wcześniej zjadła dwie porcje ze smakiem. Jeśli Ty nie masz takich uprzedzeń to zapraszam Cię do lektury przepisu ;)











































Czego potrzeba? :

  • 200 g chińskiego makaronu ryżowego
  • 200 g paluszków krabowych surimi
  • 1 ogórek 
  • 1 pęczek rzodzkiewki
  • puszka kukurydzy
  • 1 łyżka majonezu
  • sól, pieprz




























I co dalej? :

Makaron przygotowujemy według przepisu na opakowaniu. Następnie już ugotowany kroimy. Dodajemy do niego pokrojone w grubsze plastry surimi (dlatego polecam kupić surimi w formie pasków), ogórek i rzodkiewki pokrojone w kostkę oraz kukurydzę. Doprawiamy do smaku solą i pieprzem oraz majonezem.











































Na święta przygotowałam więcej potraw. Ujęcia tej sałatki udało mi się zrobić już u babci z jej resztek w wielkanocny poniedziałek. Blok czekoladowy zrobiłam wcześniej, więc poznaliście przepis jeszcze przed świętami. Niestety muffinki i green cake zniknęły w strasznym tempie, więc na razie przepisów nie będzie. Ale głowa do góry mam zamówienie na green cake więc teraz na pewno nie zmarnuję okazji na jego przygotowanie. A co do muffinek to nic nie obiecuję. Aha i wkrótce rusza cykl 'Porozmawiajmy o jedzeniu'.

PrzepisoTeka na Facebook'u