czwartek, 12 kwietnia 2012

'Porozmawiajmy o jedzeniu' z Anią....

... z bloga Mops w kuchni. Codzienne pichcenie i marudzenie

Słowem wstępu zapraszam Was serdecznie do mojego nowego cyklu: 'Porozmawiajmy o jedzeniu'. Znajdziecie tu zapiski z moich rozmów z Blogerami kulinarnymi. Na pierwszy ogień idzie Ania.

"Miałam plany, aby stworzyć książkę kucharską dla siebie i moich bliskich…"

Ania to mieszkanka Łodzi. Jest właścicielką mopsicy Pumby. Oprócz bloga kulinarnego prowadzi także tego o przygodach swojej sympatycznej suczki. Czytając oba blogi możemy wywnioskować, że Ania prowadzi aktywny styl życia i dobrze gotuje. Pierwszy post powstał 08.04.2010, a więc właśnie świętujemy drugie urodziny. Założenie było takie: Ania chce pokazać jak przygotowywać jedzenie w domu metodą slow food. Zdecydowanie to robi. Nie pozostaje mi nic innego jak pogratulować Ani wytrwałości i drugich urodzin. Życzę oczywiście dalszych sukcesów. Tymczasem zapraszam na rozmowę z Anią.

























Paulina: Aniu, piszesz, że zaczęłaś blogować po przeczytaniu książki Julie Powell „Julie i Julia. Rok niebezpiecznego gotowania”. Opowiedz coś więcej o tej inspiracji.

Ania: Ta książka była dla mnie jak olśnienie. Wstyd się przyznać, ale ja wcześniej w ogóle nie wiedziałam nic o blogach, w ogóle ich nie czytałam… a co dopiero myśleć o pisaniu takiego bloga samemu…
Moje życie wyglądało wtedy podobnie jak u Julie Powell. Mieszkaliśmy z mężem w wynajętym mieszkaniu w wielkim mieście. Do popisów kulinarnych miałam podobnie jak autorka książki małą, ciemną i ciasną kuchnię, a właściwie aneks kuchenny. Często zdarzało nam się jeść na mieście z uwagi na brak czasu i sił, obydwoje pracowaliśmy w korporacjach. Dojazdy z pracy były nieraz mordęgą, Warszawa jest „ciut” mniejsza od Nowego Jorku, ale wszelkie niedogodności życia w dużym mieście  pozostają te same. Modne było jedzenie lunch-ów w lokalach w centrum Warszawy… gotowanie w domu nie było czymś czym można by pochwalić się w towarzystwie… A Julie przypomniała mi, że gotowanie to też moja pasja, którą głównie przekazała mi moja mama i że jest to sposób na odpoczynek i relaks. Dotarło do mnie jak ważne jest dla relacji partnerskich gotowanie w domu.
Po lekturze książki weszłam na blog Julie Powell, poczytałam, opowiedziałam o tym wszystkim mojemu mężowi i on po kilku dniach zrobił mi niespodziankę. Założył mi blog na naszej domenie. Wspólnie wybraliśmy layout i zaczęło się. Wtedy jeszcze nie wiedziałam o istnieniu agregatorów, blogów kulinarnych…Napisałam więc wstęp…Miałam plany, aby stworzyć książkę kucharską dla siebie i moich bliskich…Nie założyłam sobie żadnego celu, nie tak jak Julie realizować wszystkich przepisów z jednej książki kucharskiej, po prostu chciałam więcej gotować w domu.

Paulina: A więc założyłaś bloga w kwietniu, a pierwsze przepisy powstały dopiero w lipcu. Skąd to zawahanie?

Ania: Byłam strasznie obłożona w mojej ówczesnej pracy…byłam asystentką dyrektora departamentu w jednej z korporacji. Dopiero, gdy postanowiliśmy wrócić z mężem do naszej rodzinnej Łodzi, a to nastąpiło właśnie w lipcu 2010 r., znalazłam więcej czasu na blogowanie. Spędzałam też wtedy więcej czasu z moją mamą i babcią, one przypomniały mi jak to gotowałam z nimi już od najmłodszych lat leczo, prawie wszystkie zupy, robiłam sałatki.


Paulina: Skąd taka nazwa bloga? Na początku myślałam, że chodzi o Twoją suczkę. Później doczytałam, że mąż tak Cię nazywał zanim mieliście Pumbę :)

Ania: Przezwisko mops nadała mi babcia mojego męża. Nie byliśmy jeszcze małżeństwem, ale ja już powoli zaczynałam przewozić swoje rzeczy do niego i zostawać na dłużej ;)  Jacek mieszkał wówczas właśnie z babcią i raz gdy rano mnie zobaczyła w kuchni, powiedziała, że jestem tak zaspana, że wyglądam jak mops :P To było w 2006 roku. Później wszyscy w rodzinie męża zaczęli mnie tak nazywać, a my coraz częściej zaczęliśmy oglądać filmiki z mopsami w internecie, zauroczyła nas ta rasa. Postanowiliśmy, że jak będziemy już totalnie na swoim to koniecznie musimy mieć mopsicę. Pumba była dla mnie niespodzianką – dostałam ją od Jacka na I rocznicę ślubu, właśnie wtedy gdy już mieliśmy wrócić do Łodzi. Jest naszym oczkiem w głowie.
Wracając do nazwy bloga – pełna nazwa to „Mops w kuchni, czyli codzienne pichcenie i marudzenie” i ten dopisek jest oczywiście autorstwa mojego męża. Nie byłam na początku do tego brzmienia przekonana, ale teraz już wiem, że dzięki temu ktoś kto odwiedza moją stronę, wie że nie ma tu żadnej ściemy, jest naturalnie, bez zadęcia, raz lepiej, raz gorzej, tak jak w normalnym życiu

Paulina: Twoja kuchnia jest zdecydowanie domowa! Przeglądam Twojego bloga od 'deski do deski' i ślinka cieknie mi coraz bardziej. Zastanawiam się którą z potraw lubisz gotować najbardziej. Która gości u Ciebie na stole  najczęściej?  

Ania: Odkąd sięgam pamięcią w moim rodzinnym domu zawsze królowały zupy i tak samo jest u mnie. Mam nauczyła mnie gotować pyszną zalewajkę i to ona pojawia się najczęściej na moim stole. Lubimy też zupy z buraków czy kapusty. Chociaż ostatnio zasmakowała nam marokańska zupa z ciecierzycy i soczewicy
Inne moje zupy można zobaczyć tutaj.
Coraz bardziej rozbudowuje się także kategoria "sałatki". Naszą ulubioną jest sałatka z kurczakiem wędzonym .
Jednak nasza codzienna dieta to nie tylko zupy i sałatki, ciągle obmyślam nowe farsze do naleśników czy skład zapiekanek.
Zapraszam również do przejrzenia strony Mops w kuchni na FB. Znajdują się tam zdjęcia wielu przygotowanych przeze mnie potraw wraz z linkami.



Paulina: Z drugiej strony czy jest potrawa, która mimo że ujrzała światło bloga, to przygotowałaś ją tylko raz?

Ania: Jest taka potrawa, to włoskie risotto po wiejsku . Postępowałam zgodnie z instrukcjami autorów przepisu, niemniej jednak chyba coś było nie tak, bo mi raczej średnio smakowała ta potrawa…chociaż inni twierdzili, że była dobra…może mówili tak z grzeczności…Wiem, że na pewno użyłam złego ryżu – wtedy jeszcze nie wiedziałam, że najlepszy do risotto jest arborio.

Paulina: A co na to Twój mąż? Jest bardzo wybredny czy wręcz przeciwny zjada wszystko co mu podsuniesz?

Ania: Zjada wszystko, bo wiem jakie potrawy muszę omijać. Na zakazanej liście jest pomidorówka, ogórkowa („zamordowane ogórki”), wątróbka w każdej postaci, brukselka. Nie przepada też za rybami słodkowodnymi i śledziami. Za to uwielbia makarony i naleśniki. Mógłby je jeść dzień w dzień. Lubi też moje eksperymenty z sałatkami. No i bardzo często przygotowuję dla niego smażone plastry ziemniaków tzw. „talarki”, które to przygotowałam po raz pierwszy dla niego jeszcze mieszkając z rodzicami.
Mając wiedzę, czego nie lubi nigdy nie zdarzyło mi się przygotować czegoś czego w ogóle nie ruszył
A jest też dla mnie inspiracją, nie raz podsuwa mi jakieś przepisy, pomysły. Ostatnio wrócił z pracy z wielką pretensją, że jeszcze mu nigdy nie zrobiłam zupy piwnej ;)

Paulina: A potrafi coś ugotować czy wszystko przygotowujesz sama?

Ania: Jego potrawą popisową są parówki zawijane w naleśniki lub mini naleśniki z kiełbasą. Nauczył mnie też przygotowywać jajecznicę z pieczarkami czy pieczarki faszerowane mięsem. Pieczarki to zdecydowanie jego słabość. Jak go poproszę o pomoc, np. przy zagniataniu ciasta, zawsze mi pomoże. Nie potrafi jednak np. obrać ziemniaków ;)

Paulina: Jak traktujesz swojego bloga? Czy ma on być dla Ciebie źródłem przyjemności i nie przejmujesz się niesystematycznością czy uważasz, że skoro go założyłaś to musisz iść do garów nawet jeśli nie masz na to ochoty, bo czytelnicy tego oczekują?

Ania: Pomimo, że traktuję już w tej chwili blogowanie kulinarne w dużej mierze jako sposób na życie, nie robię nic na siłę i jestem tą samą osobą, co na początku w 2010 roku. Nie chcę blogować dla sławy, staram się aby wszystko było nie wymuszone i realistyczne. Światek blogerów kulinarnych jest niestety pełen obłudy. Nie raz spotkały mnie już jakieś kąśliwe uwagi czy komentarze. Nie angażuję się zatem w wiele przedsięwzięć, mam na to za słabe nerwy.
Są jednak tacy, którzy zachowują się w zupełnie inny sposób. Na pewno pozytywnie zaskoczyła mnie Domi w kuchni, gdy wysłała mi pocztą porcje przygotowanych przez siebie zakwasów na chlebki czy Qualietta ze Skarbnicy smaków realizując kolejne moje przepisy. Mam nadzieję spotkać się wkrótce z nimi w realu
Cieszę się, że mam dość duże grono fanów, którzy codziennie dodają mi sił i zachęcają do wypróbowywania kolejnych przepisów. Ale nie ma tak, że idę do kuchni, bo muszę. Bez przekonania do jakiejś potrawy czy zapotrzebowania ze strony rodzinki nic w mojej kuchni nie powstaje. Nie gotuję tylko po to, aby zrobić zdjęcie potrawy i wrzucić je z przepisem na bloga. Gotuję dla mojego męża i bliskich i cieszę się, że przy okazji mogę się tym podzielić z innymi.

Paulina: A czy w swojej codziennej kuchni lubisz inspirować się kuchnią krajów świata? Jaką kuchnię cenisz najbardziej i jakie jej aspekty przemycasz w swoim codziennym gotowaniu?

Ania: Prawie wszystkie przepisy na moim blogu to wariacje na temat kuchni polskiej. Niemniej jednak mam słabość do kuchni śródziemnomorskiej. Jestem zakochana w kuchni włoskiej i greckiej. Pizza i pasta goszczą u mnie w domu bardzo często. Mój podstawowy przepis na pizzę znajdziecie tutaj, a najczęstszym makaronem jaki jemy jest spaghetti a'la "mopsiara" . Przygotowuję też wiele sałatek z dressingiem z oliwy z oliwek i octu winnego. W mojej lodówce nigdy nie może zabraknąć zielonych oliwek, a w spiżarni zapasu czosnku, oregano i bazylii.

Paulina: No dobrze, ale blogowanie blogowaniem (i gotowanie gotowaniem), ale chyba przyznasz mi rację, że czasem są okazje, aby wyjść do restauracji i zjeść coś co przygotuje dla Ciebie kucharz. Jakie miejsca wtedy wybierasz?

Ania: W Łodzi nie ma takiej tradycji jedzenia poza domem, jak zaobserwowałam to w Warszawie. Ja bardzo rzadko jadam poza domem. W ostatnim roku zdarzyło mi się to tylko kilka razy. Staram się sama gotować, bo oprócz tego, że wiem co jem, to oszczędzam pieniążki.
W tym roku w Walentynki odwiedziliśmy z mężem restaurację Marcello Magdy Gessler w Łodzi.
Napisałam o tej wizycie kilka słów na blogu. Ogólnie rzecz ujmując – nie powaliło nas :P
Lubię restauracje wegetariańskie i ze zdrową żywnością. A moim ostatnim odkryciem jest bistro Zaraz Wracam na Piotrkowskiej. Trafiłam tam przy okazji spotkań mopsiarzy. To jest jedyny znany mi lokal, gdzie można wejść z psem i do tego nie trzeba trzymać do na smyczy  W menu są zupy, sałatki, tarty i ciasta. Ciasto Guinness to wg mojego męża mistrzostwo świata. Mnie bardzo smakowała tam ostatnio sałatka z ciecierzycą, kozim serem i konfiturą z czerwonej cebuli – palce lizać!

Paulina: Może zdradzisz nam swoje plany dotyczące Twojej kuchni i Twojego bloga na najbliższe kilka tygodni/ miesięcy?

Ania: Zbliża się Światowe Dzień Pieczarek (22 kwietnia), w związku z tym planuję zorganizować akcję kulinarną z pieczarką w roli głównej w dniach 18-24 kwietnia. Latem powtórzę na pewno akcję Warzywa psiankowate, która cieszyła się ogromną popularnością w ubiegłym roku. Pod tym linkiem można znaleźć zeszłoroczne podsumowanie  Myślę nad zmianą wyglądu bloga, chciałabym aby na stronie głównej było zdjęcie mojej mopsi. Przed mną też nauka podstaw fotografii, bo w tej chwili zdjęcia robię albo w trybie „auto” albo parametry ustawia mi mój mąż…Wstyd…Chcę robić lepsze zdjęcia, więc wyzwaniem na ten rok, jest  poznanie tajników fotografii. Szczególnie motywuje mnie to, że mój tata zajmował się fotografią jak byłam mała, chciałabym, żeby był ze mnie zadowolony

Paulina: I powiedz jeszcze gdzie w najbliższym czasie zabierasz ze sobą Pumbę.

Ania: Pozwolisz, że pochwalę się tutaj swoim drugim blogiem – Świat widziany oczkami mopsika. To właśnie tam opisuję przygody Pumby i to z jej punktu widzenia ;) Niedawno byliśmy z Pumbą oglądać kopalnię i elektrownię w Bełchatowie. Teraz planujemy wyjazd nad morze. Niestety wielkie wyprawy z mopsikiem nie są możliwe, pieski ras brachycefalicznych (z krótką kufą) mają problemy z oddychaniem, szybko się męczą, szczególnie w upały. Nasza Pumba ma dwa tryby: wariat i śpioch ;)

Paulina: Aniu, już Cię nie męczę z tymi pytaniami. Dziękuję Ci bardzo za rozmowę. Może Ty chcesz o coś zapytać mnie?

Wiem, że masz w planach przeprowadzkę ze Skierniewic do Łodzi. Jestem ciekawa kiedy dokładnie ją planujesz i jaki jest jej powód? Ja się cieszę, bo będziemy miały do siebie blisko.

Zgadza się. Mam nadzieję, że uda mi się to w okolicach lipca/ sierpnia. Sprawa jest prosta mój Tomek dostał taką pracę, w której chce zostać. Niestety dojazd pociągiem, tramwajem i autobusem oraz pieszo nie są szczytem jego marzeń.

Jak trafiłaś na mój blog po raz pierwszy?

Oj, nie pamiętam. Z tego co kojarzę to Twój blog był właśnie jednym z pierwszych, na które trafiłam i zostałam na dłużej gdy tylko pojawiłam się  w światku kulinarnych blogów (grudzień 2010).

Jaka jest Twoja ulubiona potrawa?

Niemal każda potrawa prezentowana na moim blogu jest moją ulubioną ;)

Jaka jest Twoja popisowa potrawa dla rodziny i znajomych?

Nie ma jednej. Ale te dania zebrały najwięcej pochwał i z czystym sumieniem przygotowuje je dla bliskich: Sałatka grecka, Blok czekoladowy, Toffinka, Blue cake, Zielone pierogi, Calzone, Shoarma, Leczo, Klasyczne cannelloni, Kurczak w sosie słodko- kwaśnym, Spaghetti bolognese, Zupa serowa z pulpecikami oraz oczywiście cały dział drinki i alkohole.

Jeszcze raz dziękuję Ani za rozmowę i profesjonalizm ;)


PrzepisoTeka na Facebook'u 

Post jest częścią cyklu 'Pozmawiajmy o jedzeniu'. Więcej wywiadów możesz poczytać tutaj

 Wyjątkowo proszę Was o komentarze. Piszcie co myślicie o takim cyklu i konkretnej rozmowie. Bardzo mi na tym zależy, gdyż robię to dla Was. Jeśli będą czytelnicy to ten dział mojego bloga będzie się rozwijał.

22 komentarze:

  1. Fajny cykl. Czytało się bardzo miło;) Czekam na kolejne

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciesze sie, ze sie podobało. Skoro sa czytelnicy to bede pisac dalej.

      Usuń
  2. Już się nie mogę doczekać kolejnego wywiadu. Fajnie tak poczytać i bardziej poznać ulubionych blogerów :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Super! Też zostaję czytelniczką wywiadów:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za zajrzenie:P Przy okazji zapraszam też do innych części bloga:D

      Usuń
  4. Fajny wywiad, swietnie przybliza sylwetke Ani :) Czekam na kolejne odslony!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już układam pytania dla kolejnej blogerki.

      Usuń
  5. I ja czekam na kolejny wywiad. Ciesze sie, ze jako pierwsza wypowiedziala sie Ania:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Długo się nie zastanawiałam kto ma być tym pierwszym ;) Od razu padło na Anię. I zrobiła to bardzo profesjonalnie.

      Usuń
  6. Świetny pomysł z tym cyklem ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Świetny wywiad! Czyta się naprawdę lekko i przyjemnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tylko pytałam:) To Ania nadała charakteru.

      Usuń
  8. Paulino gratuluję świetnego pomysłu! Wywiady to po prostu strzał w 10! Bardzo mi się podoba.
    Czytało się lekko i przyjemnie. Ciekawe pytania, takież same odpowiedzi.
    Gratuluję Wam obu udanego debiutu!

    OdpowiedzUsuń
  9. Cieszę się, że jest taki pozytywny odbiór. Pozdrawiam wszystkich i jeszcze raz dziękuję Paulinko za bardzo miły wywiad :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ja dziękuję, że znalazłaś dla mnie czas:D

      Usuń
  10. Bardzo fajny wywiad. :)
    Zdjęcie również fajne - słodki psiak!

    OdpowiedzUsuń

Zapraszam do komentowania i dyskusji. Jeśli masz jakieś pytania- pisz śmiało. Wkrótce odpowiem. Będzie mi miło jeśli podpiszesz się swoim nickiem (w przypadku anonimów). Tymczasowo włączyłam weryfikację obrazkową z powodu dużej liczby spamu. Wkrótce ją zdejmę.